jump to navigation

Po świętach Grudzień 28, 2009

Posted by admin in aktualności.
9 comments

Przeżywszy święta, co samo w sobie jest wydarzeniem, poczytawszy nieco – co jest naprawdę wielkim wyzwaniem, dochodzę do wniosku, że adaptacja do świąt jako takich jest jednak mało możliwa i po drugie – na co Mankellowi w tej powieści Chińczyk? No ale przeczytałam, bo odpowiada mi styl przejrzysty w pisaniu, a właściwie brak udziwnień w języku. Co oznacza, że zgadzam się z red. Talko w jego przewodniku po pisaniu bestsellerów, gdzie wspomina właśnie o tym bezstylowym namaszczeniu chętnie kupowanych książek. Bo liczy się opowieść, akcja, a nie męczenie zagmatwanym językiem. Jako zwolenniczka popkultury – takie teksty łykam jak gęś kluski. Jednakowoż nie Coelho, nie on.
Zaprawdę powiadam sobie – proste teksty mnie ocalą, proste relacje ze zdarzeń. Ale maniera, maniera jakaś pozostaje. Drodzy Czytelnicy, a czy Wy macie te małe skrzywienia w opowiadaniu?

Rozmowa z autorem bloga: ciezkiedni.blox.pl Grudzień 2, 2009

Posted by admin in rozmowy.
add a comment

- Jaki byłby wstęp do Twojej książki? Wiesz te kilka słow na początek, niektórzy dziękują, inni lecą z mottem? A Ty?
- Nie wiem, czy byłaby jakaś dedykacja, jeśli tak, to powstała by dopiero po napisaniu książki. Pewnie byłoby to coś w stylu “dla mojej miłości”, gdyby taka się pojawiła, albo “dla przyjaciół” jeśli jeszcze przy mnie będą, ewentualnie: “sąsiadom i psu bez nogi”. Chociaż pewnie darowałbym sobie tę część, zbyt wielu ludziom trzeba by dziękować, a podziękowania nie mogą być dłuższe od książki.

Najprawdopodobniej pierwszym zdaniem byłoby: “Rozdział 1″. Bo to zdanie jest najczęstszym pierwszym zdaniem większości książek. Banał. Tak jak najczęstszym zdaniem wypowiadanym przed śmiercią jest podobno “raz kozie śmierć”, chociaż nie ma na ten temat żadnych poważnych badań, więc głowy nie dam, ale na pewno nie jest to “więcej światła”.
- A pisanie rzuca na Ciebie jakoś więcej światła? Jak napiszesz co masz do napisania, to jakos poukładane w głowie się robi, czy tylko kwestia spuszczenia z siebie pary?

- Jesli chodzi o blog to raczej “spuszczenie pary”, bo opisuję sytuacje, które miały miejsce, chociaż czesto, gdy zacznę pisać, pojawia się inna koncepcja opisania danego zdarzenia. Pisanie bloga jest dość specyficzne, zazwyczaj nie potrzebujesz wcześniejszego planu, żeby powstała notka, raczej piszesz pod wpływam chwili. Żeby napisać coś więcej trzeba przede wszystkim mieć coś więcej do powiedzenia, trzeba mieć historię, jak sama powiedziałaś “poukładane w głowie”, nie wystarczy tylko anegdotka, czy historyjka. No i trzeba mieć jeszczeczas. Dużo czasu.


-  Teraz kiedy minęło tyle miesięcy, jak prowadzi Ci się blogowe zapiski? Pytam o poziom entuzjazmu:).

- Nigdy nie było w tym jakoś przesadnie dużo entuzjazmu, raczej zabawa i forma odreagowania. W zasadzie pisze, bo ktoś to czyta, niestety coraz mi trudniej bo: po pierwsze mało się dzieje, po drugie brakuje mi czasu. No i tego entuzjazmu tez odrobinę mniej. Dawniej bardziej się starałem. Muszę trochę odpocząć od pisania i, mam nadzieję, wena powróci. Bo pomimo, że o korporacjach powiedziano już chyba wszystko, to ciągle przytrafiają mi są sytuacje, które aż proszą się o opisanie.

- Ktoś z Twoich bliskich wie, że piszesz?
- Rodzice nie wiedzą, przyjaciele oczywiście tak, bo to dla nich zacząłem pisać.
- Jaki jest maly r? Co to za postac? Miales jego jakas wizje, wzorowaleś go na kims? Dziwi sie swiatu i jednoczesnie nic go nie dziwi. Co o nim myślisz?
- Maly r. to ja. Moze z ta roznica, ze on nie dojrzewa. Początkowo te opowieści były naprawdę takie, jak je odbierałem, poźniej pojawił się zamysł, żeby maly r. był takim młodym pracownikiem wielkiej korporacji, takim małym trybikiem i z tego punktu widzenia opisywałem późniejsze historie. Może dlatego nie dojrzewa, chociaż być może powinien? Tylko, czy gdyby dorósł i awansował, to ciagle byłby sobą? Koncepcja warta przemyślenia. :)

- Co wydaje Ci się trudnym w prowadzeniu dalej tej postaci? Taki brak ewolucji nie przeszkadza, nie kusi by coś zmienić?

- Oczywiście, że kusi, żeby coś zmienić. Ale problemem jest w czymś innym, w tym, o czym już mówiłem, czyli w braku czasu i weny. Pewnie gdybym się nad tym “przysiadł”, to jakoś by poszło. Tylko nie ma kiedy. Na pewno nie uciekam od tych historii i chcę wrócić do bardziej regularnego pisania.

- Czy blog to Twoja pierwsza proba regularnego pisania?
- Regularnego tak. Wcześniej pisałem tylko powiadania. Zresztą nadal to robię, tylko ich nie publikuję, rozsyłam znajomym, stałym czytelnikom.

- Czy teraz jak już spróbowałeś, wyobrażasz sobie, że mógłbyś nie pisać? Czy to po prostu kategoria kaprysu?

- Nigdy nie wyobrażałem sobie, ze mógłbym nie pisać. Jestem trochę jak Garp, który od zawsze wiedział, że chce być pisarzem. Nie jest łatwo pisać, ale każdy potrzebuje jakiejś formy artystycznego wyżycia, a ponieważ rysować nie potrafię … Natomiast sam blog jest przypadkiem, powstał jako rozwinięcie jednej z moich historyjek.
- Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas. I gdybyś miał ochotę podzielić się, którymś opowiadaniem – zapraszam.

Ciężkie dni Listopad 23, 2009

Posted by admin in z sieci.
add a comment

Postanowiłam przewietrzyć nieco i po kuchni poszłam w korporacje. Wbrew pozorom jest wiele blogów, które nie unikają tej trudnej tematyki i zapoznają czytelnika z życiem po tamtej stronie biurowca. Ciężkie dni mi utkwił jak komiks, a przecież komiksem dosłownie nie jest. Podoba mi się lekkość, chęć opowiadania o absurdach. Niekoniecznie pointy, bo w absurdalnym świecie trudno jest płentować. Wciąga nie tylko wrażenie, że obserwujemy mrowisko, ale zwłaszcza to, że jedna mrówka odstaje. Możliwe, że to fałszywy ton, ale wydaje mi się, że jest coś romantycznego w osobniku na uboczu, który stara się widzieć wyraźniej. To ja polecam.

Wybrane fragmenty:
[ odcinek 301 ]
maly r. trafil na karanwalowa impreze, ktorej jedna z atrakcji byla prawdziwa wrozka, stawiajaca gosciom tarota. maly r., ktorego jedna z ulubionych rozrywek jest nabijanie sie z horoskopow, nie mogl przegapic takiej okazji i jako pierwszy poprosil o postawienie wrozby.
- Jakie masz pytania?
- Chcialbym wiedziec, czy kiedys napisze ksiazke? – zapytal maly r. i bylo to troche podchwytliwe pytanie, bo wprawdzie maly r. zawsze chcial cos napisac, ale niewiele w tym kierunku robil. Wrozka wykazala czujnosc.
- Napiszesz, ale najpierw czeka Cie zarabianie pieniedzy. – odrzekla, calkiem powaznie, patrzac w wyciagniete karty.
- Ale mnie nie interesuja pieniadze i kariera.
- Ale tak Ci sie zycie ulozy kochanieniki.

Wyglada wiec na to, ze blog bedzie kontynuowany, ale ksiazki z tego nie bedzie. Najpierw, co wyniknelo z dalszych pytan, bedzie daleka podroz, potem urzadzanie mieszkania, kariera, a na samym koncu ksiazka.

ale maly r. nie poddaje sie – ma numer do wrozki i jak to wszystko sie nie spelni to zadzwoni z reklamacja: “Gdzie ta kariera?!”

[ odcinek 307 ]
- Dzwonil do mnie jakis koles z Centrali Centrali i pytal, czy przesylamy dane do jakieos Endina. Znamy jakiegos Endina? – zapytal poddenerwowany kolega.
maly r. zaglebil sie w poszukiwania i znalazl jakiegos Endina w centrali w Turcji i jeszcze jednego Andina w Rosji.
- Nieeee. To ma być ktos od nas?
- Od nas? Jesetes pewny, ze chodzi o Endina?
- No tak mi tlumaczyl. A moze cos podobnie brzmiace, bo ten ich angielski jest jakis dziwny. Ten koles, z ktorym gadalem to byl chyba z Indii. Tak mnie zagadal, ze zapomnialem go poprosic o mejla. I teraz nie wiem, o co mu k… chodzi.
- Hmmmm. A moze chodzi o Andrzeja?
- A raportujemy cos do jakiegos Andrzeja.
- Jasne. Nasz szef to Andrzej.

ale maly r. nie poddaje sie … wazne, ze sie wyjasnilo

19-09-2002

[jest to odcinek od ktorego tak naprawde zaczelo sie korporacyjne zycie malego r.]

maly r. ucieszyl sie z przyjazdu konsultantow, bo to oznaczalo jakas odmiane – nareszce bedzie robil cos nowego, a moze nawet jesli nie, to przynajmniej cos sie bedzie dzialo. Dotychczasowa monotnia i zawalenie roboa dawaly mu ostro w kosc – najgorsze, ze dal sobie wejsc na glowe. Pare razy zrobil cos od reki i teraz caly czas robil wszystko “na wczoraj”. To byl blad – maly r. po prostu nie potrafil odmawiac.

A wszystko zaczelo sie od tego, że do pokoju malego r. wpadl Wielki I. (jak sie okazalo byl to jesgo nowy szef) i powiedzial
- Dobra odłączaj komputer.
w oczach małego r. musiał pojawie sie wielki znak zapytania, bo pomimo, że sie nie odezwał Wielki I. wyjaśnił
- Przenosimy sie do innego pokoju. Wiesz przecież. Bedziesz teraz pracował razem ze mną.

P. przysłuchiwał sie temu spokojnie i nic nie mowił – był albo kompletnie zaskoczony, albo było mu już wszystko jedno – jego twarz nie wyrazala dosłownie nic – kompletna obojetnosc. maly r. wywnioskkował z tego, ze musi juz wszystko wiedziec i spokojnie zaczal odłączać komputer.
- Ale gdzie sie przenosimy? – zapytał niesmiało
- Zaraz Ci pokaze – powiedział I.

Pokoj byl calkowicie pusty i znajdowal sie w calkiem innym miejscu w budynku. mały r. musiał przydzwigac komputery, biurka i fotele – placy bolaly go jak diabli, ale byla to mila odmiana od ciaglego siedzenia na krzesle, wiec nie narzekal [a czy kiedys narzekal? - pyt. narrator]. Wielki I. byl zadowolony.

Konsultanci przyjechali nastepnego dnia – garnitury od Armaniego, koszule szyte na miare, w rekach laptopy za 10000 $ sztuka. I. i r. przelkneli glosno sline.
- Nic dziwnego, biora za to taka kase … – westchnal I., a skoro dla niego byla to “taka kasa” to musialo to byc naprawde duuuuuzo.

Nie deliberujac dlugo wszyscy zabrali sie do pracy. Tempo narzucone przez przybyszow bylo oszalamiajace – maly r. nie maial nawet czasu na to, zeby zjesc. I. za to zadko pojawial sie w biurze, wiec maly r. nie dowiedzial sie jeszcze jaka jest jego rola w calym tym projekcie – co gorsza – nie mial pojecia co to za projekt !!! Ale mial za duzo do roboty, zeby sie tym przejmowac.

Zaskoczylo go dopiero, gdy Q.Z. powiedzial mu, ze musi zrobic dokumentacje ze wszystiego, co robia konsultanci.
- A co oni robia ? – zapytal go w mysli r. bo ciagle nie wiedzial.

- I co ja tutaj robie? – zapytal sam siebie., bo tez nie mail pojecia.

Ale maly r. nie poddaje sie …

Autor: ciezkiedni.blox.pl

Pokusa banału Listopad 13, 2009

Posted by admin in aktualności.
12 comments

Wydaje się, że pokusa pisania o jakimś tekście źle, jest nie do opanowania. Jak łatwo zostać Ranickim, jak szybko można odreagować stosując swoją nibywiedzę o książkach i świecie przedstawionym. Bardzo łatwo jest krytykować. W przypadku blogów to najłatwiejsze zadanie. Znalezienie tych niedoczytania i pastwienie się nad stylem czy gustem. Ciągle o tym myślę, o tych wszystkich coelho świata internetowego, o tych którzy dopiero tu znaleźli ujście powstrzymywanym emocjom, które gdyby nie sieć pewnie nie zostałyby zapisane. I choć częściej niż przyznaję mam ochotę walnąć banałem na temat ordynaryjności dzisiejszych tekstów, to jednak potem znajduje mnie rozczulenie, że właśnie oto jesteśmy świadkami nowych czasów – kiedy każdy może pisać i znajduje czytelnika. Mimo wszystko uważam, że to dobre czasy.

Julie&Julia Listopad 7, 2009

Posted by admin in aktualności.
add a comment

Mam ten blog jak zapomnianą w szafie sukienkę. Dobrze skrojona, ale na codzień nie włożę. Ta z wełny 400%, tak.

Dzisiaj o książce, o blogu który zrobił karierę i zasłużenie. Kupiłam na stoisku w galerii handlowej. Wszystko ma, które lubię: o jedzeniu, lekkim piórem, zabawnie i z bloga wzięte. Nie myślałam, żeby na podstawie mojego blogu zagrała coś Meryl Streep, ale przecież da się. Na listopadowe wieczory polecam Julie Powell. Na dwa wieczory, na dłużej nie starczy.

Ponieważ to jednak książka, to dopowiem: nie wyobrażam sobie życia bez książek. Bez dobrego jedzenia, bez telewizji, bez netu nawet, bez seksu i nowych ciuchów tak, ale nie bez książek. Co nie oznacza,  że sama sobie napiszę, gdy nie będę miała nic do czytania.

Pan Nieidealny Październik 3, 2009

Posted by admin in z sieci.
3 comments

Poszukiwania są celem samym w sobie. Dla odświeżenia, bo tam jest trochę tego i werwy sporo, a po przeczytaniu wielu smętnych i niemęskich mam ochotę na coś niekoniecznie idealnego. Bo tak jest, wiele nonszalancji i brak upiększeń, ulepszeń, poprawek, czyste,  żywe pisanie. Pamiętam autorów z takich czasów, kiedy się zaczyna i wszystko wydaje się ekscytujące i chce się pisać. Właściwie tęsknię za takimi. W blogu Pana Nieidealnego mnóstwo całe tych momentów. Może fabuła niekoniecznie niedoodgadnięcia, ale jak przyjemnie niezobowiązująco podana. Czego chcieć od ludzi wymieniających smsy i spędzających czas wolny po pracy? Żadnej domorosłej filozofii, po prostu dobrze być młodym i do tego facetem.

Cytaty:

Obciąłem włosy! Czuje się jakbym nie miał głowy. Moja bujna dotąd czupryna zniknęła pod okiem niedoświadczonej pipy, która miała mi skrócić włosy o jedną trzecią a nie o pięć szóstych. Trudno się mówi. Przez miesiąc po prostu muszę chodzić w czapce lub w ogóle nigdzie nie wychodzić. Dobrze, że pół dnia spędzam w pracy i nie studiuje już dziennie. Dziś jednak wyjścia ominąć się nie da bo impreza urodzinowa jakiejś koleżanki z naszej uczelni. Pan D zaprasza. Zabieramy naszego hiszpańskiego chico. To jego trzeci dzień w Polsce. Pierwszego dnia zdążył się już tak zadziabać, że zgubił kurtkę, sweter i drogę do domu. Dobrze, że opiekuje się nim wierny amigo. Plan jest taki, że jedziemy we trzech i ja nie pije. Jeśli okaże się, że impreza jest w niezłym pałacu to pierdole postanowienia i delikatnie subtelnie zmysłowo piję wódkę.

Leżę właśnie na ogromnym białym łóżku w najbardziej futurystycznym miejscu w Polsce. Nad głową wisi mi 8 dziwnych metalowych kul. Za głową ogromna biała umywalka z białą baterią. Przede mną 3 białe przedziwne fotelokrzesła wraz ze swym białym stolikiem. Dalej biała plazma. Tak, biała. Wszystko tu jest białe, plastikowe, kanciaste, ostre wyraziste. Zajebiste. Czujesz się jak w statku kosmicznym – zwłaszcza kiedy wchodzisz pod prysznic o wymiarach 3 na 3 metry. Nie wiesz czego dotknąć żeby leciało a czego żeby nie leciało. Patrzysz w lustro i widzisz za sobą setki odbić coraz mniejszych i mniejszych. Wrażenie niesamowite. Tak właśnie jest w Blow Up Hall 5050. Tak właśnie potrafi wyróżnić się Poznań. Poznań, który po latach jest nie do poznania. Widać rozwój na każdym kroku. Lubię te moje służbowe samotne wyjazdy. Mam dużo czasu na myślenie. Aż za dużo. Wstałem w końcu dziś o 4 rano. Jechałem i myślałem, myślałem i jechałem. No i o kim myślałem? Oczywiście, że o niej. O nie mojej już Pani K. Daj mi siłę wreszcie przeżyć dzień bez tych myśli.  Ile jeszcze? Koniec marudzenia. Przechadzałem się po Poznaniu w poszukiwaniu jakichś młodych lub też nieco starszych niewiast. I co ? I nic. Słabiutko wypada ten Poznań z tymi kobietami. No chyba, że szukamy tandeciarek i namiętnych suczek by Guess. Tego towcu tu pełno.

Kupiłem koszulę. Piękną stalową u HB. Z pomocą wiedzmy.

Pozdrowienia z Poznania.

Do ślubu pozostało trzy i pół godziny. Wstałem dziś o 10. Całkiem nieźle jak na moją dotychczasową bezsenność. Zjadłem naleśniki z jagodami, które podrzucił mi tata. Tata gotuje świetnie. Trochę tego talentu mam po nim. Robię świetne turnedo. Znacie? Nikt zna oj jak mi przykro. Swoją droga tata to fajne słowo. Jak byłem mały wołałem na tatę titek a na mamę mamut. Mama nie była zadowolona hyhy. Po naleśnikach nadszedł czas na pielęgnację. Spędziłem w łazience prawie dwie godziny. W między czasie zastanawiałem się czy iść na ślub z siedmio dniowym zarostem czy go skracać na trzy dniowy. Z pomocą przyszła mi wiedźma, która zasugerowała, że lepiej i bardziej sexy będzie z trzy dniowym. Problem w tym, że ja już dawno się sexy nie czułem. No ale skróciłem. Następnie przetuptałem się na solarium gdzie przy dźwiękach mojej „ulubionej” muzyki disco zrobiłem się nieco murzyński. Nie wiem nadal do końca, która koszulę marynarkę i spodnie założyć ale i tak oceniam swój stan na pięć z plusem.

Myślicie, że na weselu będą samotne piękne, wykształcone, zabawne, subtelne, wolne panie? Ja myślę, że nie ale się łudzę. Nie idioto nie będzie hyhy.

Obiecałem sobie, że przed wyjściem z domu walnę kilka szotów co by wódka nie okazała się nagle moim wrogiem. Już nawet wiem przy jakich dźwiękach będę to robił. I dlatego dziś polecam coś co przed wyjściem na imprezę potrafi wprowadzić w nastrój!

Autor: http://pannieidealny.blog.pl

Po remoncie Wrzesień 29, 2009

Posted by admin in aktualności.
add a comment

Widziałam książkę Arundati w księgarni, miała okładkę zasłoniętą napisem: tylko dla dorosłych. To tak na marginesie.
Przeniosłam się na wordpress blog, bo nie chciało mi się już walczyć ze spamem i doglądaniem własnej strony, trochę z lenistwa, a trochę z braku czasu. Nie znaczy to,  że zapomniałam o czytaniu lub pisaniu. Po prostu robię to wolniej, niekoniecznie z namysłem, po prostu się grzebię. Mało też szukam. Zauważyłam, że wracam do lubianych już wcześniej autorów i sprawdzonych stylów. Eksplorowanie sieci wydaje się dziś jeszcze trudniejsze. Może powinnam ogłosić upadek blog.pl, ale w sumie tylko w mojej świadomości? Kiedyś znajdowałam tam wiele – przed laty, teraz przyznaję, że nie bardzo wiem, gdzie się pojawić. Więc odwiedzam stare, dobre, jeszcze aktywne.
I na jeszcze jednym marginesie: ja nie recenzuję, ja sobie gustuję.

Publikowana Sierpień 20, 2009

Posted by admin in aktualności.
2 comments

A Arundati wydała książkę – o tu:

“Terapia narodu za pomocą seksu grupowego” wydawnictwo Czarna Owca 2009

Moje gratulacje!

Skala uznania Lipiec 25, 2009

Posted by admin in aktualności.
add a comment

Zauważyłam, że obsługa blog.onet.pl uznała autorów blogów za interesujących na tyle, by zacząć z nimi przeprowadzać rozmowy vel wywiady, może to też być wakacyjne ćwiczenie stażystów, ale nie mniej cieszę się, że tak jest. Mam wrażenie, że dla autorów jest to miłe. Ze  względu na gatunek to zestaw tych samych pytań jak w kwestionariuszu, ale autorzy jakoś sobie z tym radzą. Ponieważ blogi to działalność amatorska, rodzaj pasji, te odpowiedzi pełne są emfazy i radości z pisania. Dostrzegam również, że autorzy obecni w sieci od kilku lat mają inne podejście, zdystansowane. Albo ja miałam okazję tylko z takimi rozmawiać. Czas działa na korzyść, wiele weryfikuje.
Nie ma zawodowców, w mojej wersji zdarzeń pisanie jest domeną amatorów, dlatego wierzę w blogowych, zwłaszcza tych okrzepłych.

Zaniedbanie Czerwiec 20, 2009

Posted by admin in aktualności.
18 comments

Przyznaję się, że zaniedbałam podtrzymywanie aktualności i życia na tej stronie. Wynika to z zapracowania, niechęci do czytania, ale nigdy do pisania. Odkrywam bowiem dręczące mnie słabości i pytania naiwne w tej nieskomplikowanej kwestii – bo przecież siada się i pisze. No dobrze, a co zrobić z rodziną, czy innymi bliskimi nam ludźmi. W obawie przed podejrzeniami, iż opisywane historie lub typy ludzkie są skądeś pobrane, niedajBoże sportretowane jak skóra zdjęta? Jak wytłumaczyć takie ewentualności i pomówień uniknąć? Czy zostaje tylko literatura w gatunku science-fiction?

Dziękuję wszystkim obecnym za wyręczanie mnie w nawiązywaniu do tematów.